how to develop free website

ŚWIADECTWA

Jeżeli chcecie podzielić się swoim doświadczeniem po seminarium napiszcie na adres: swiadectwo.sow@gmail.com


Bardzo dziękuję Wszystkim, którzy zorganizowali Seminarium. Jestem zauroczona Witkiem , ks. Piotrem, ludźmi, którzy się modlili za uczestników. Cudowna oprawa muzyczna !!!!!!!!!!!! Dziękuję wszystkim artystom. Jest to niezwykłe, że po ponad 5 godzinach z kościoła nie chciało się wychodzić. A tu jeszcze przyjęcie !! Czuję, że jestem innym człowiekiem. Jakaś lżejsza , radośniejsza. Czuję pierwszy raż w życiu obecność Ducha Świętego. Boże proszę Cię aby tak było już zawsze. Kiedy następne seminarium? Już nie mogę się doczekać. Wanda


Z dzisiejszego Psalmu: „Niebiosa wysławiają cuda Twoje Panie” (Ps 89,6)
        Przed seminarium przeżywałam bardzo trudny czas wewnętrzny, duży kryzys macierzyński. Uwierzyłam kłamstwu Złego, że nie jestem dobrą mamą i odechciało mi się nią dalej być. Zadziałała od razu Maryja, która mnie prowadzi już od dawna w moim życiu. Był koniec września, wskazała na różaniec, to on powoli wyprowadzał mnie z mojego dołu zagłady. Coraz częściej myślałam o tym, żeby wziąć udział w Seminarium Odnowy Wiary. Wahałam się bo to kolejnych 7 wieczorów i też na studniach uczestniczyłam w seminarium, ale ciągle wracało to zaproszenie na seminarium. Potrzebowałam odnowy, reanimacji, zmartwychwstania – ożywienia ciała i ducha, nowego życia.
        Otrzymałam to wszystko na pierwszym spotkaniu. Na początku modlitwy zaczęłam się modlić o ratunek dla siebie, o więcej cierpliwości do dzieci i w tym momencie padły słowa, że jest uzdrawiana kobieta, która ma trudne relacje z dziećmi i słabą z mężem, poczułam ciepło, ale nie od razu przyjęłam to do siebie. Nie pasowała mi ta słaba relacja z mężem bo właśnie kończyłam przerabiać z koleżankami ks. „Jaką żoną jestem?” Po pewnym czasie otworzyłam się na Prawdę, zaczęłam to przyjmować w całości, choć dużo prawdy boli. To był bardzo oczyszczający proces. Otworzyłam się na całe uzdrowienie, w pełni. Bóg mnie odnowił, dał mi nowe życie o które prosiłam: „Dla Boga nie ma nic niemożliwego”.
        Z Nowym Rokiem zaczęłam prowadzić następną grupkę żon ze wspomnianą książką bo „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. Przy czwórce dzieci chyba muszę często przypominać sobie, że jestem nie tylko matką, ale też żoną i dbać o dobre relacje z mężem. Dziękuję też za zmotywowanie mnie do codziennej dłuższej modlitwy z Biblią. Wszystkie moje oczekiwania wypisane na początku Seminarium się wypełniły.
Chwała Panu!
Joanna


Jeśli chodzi o moje zdrowie, to zostałem cudownie uzdrowiony pod wpływem modlitwy wstawienników na mszy uzdrowieniowej w Bieżanowie przy okazji rekolekcji Witka Wilka od 5-19.12.2017 .
Przy okazji kontrolnej wizyty od kardiologa miałem skierowanie do szpitala Jana Pawła z powodu trzepotania i migotania przedsionków-byłem w szpitalu 05.12.2017 i wyznaczono mi operację na 11.01.2018
Wcześniej 19.12.2017 zostałem uzdrowiony (na modlitwie było takie poznanie,że uzdrawia mi się serce) a 11.01.2018 pojechałem w wyznaczonym terminie na operację i oczywiście ( mam wypis) odstąpiono od operacji, bo wszystko jest w porządku. Serce bije jak dzwon.
Jezus działa tu i teraz!!!! Chwała Panu!!!
Codziennie teraz na różańcu modlę się o zdrowie dla innych- walczymy z rakami.
Pozdrawiam
Krzysztof Janik
501 34 99 09


Nazywam się Ela. Na pierwszym spotkaniu Seminarium Odnowy Wiary w Krakowie, 7 listopada 2017 roku, na modlitwie po spotkaniu doznałam cudu uzdrowienia kręgosłupa, a za tym poprawy funkcjonowania też rąk, zniknięcia bólu ramienia, a nawet cofnięcia się skoliozy do minimalnej i cofnięcia krzywizny żeber. W trakcie modlitwy dziękowałam za wszystkie słowa poznania, które wypowiadał Witek Wilk – były to słowa o uzdrowieniu z różnych dolegliwości cielesnych i duchowych. Dziękowałam za nie mocno, za to, że ludzie dostają takie łaski. Nagle poczułam, że jakby ze środka mojej głowy pociąga mnie do góry jakaś nić, jak pacynkę. Stałam wtedy ze spuszczoną głową, więc pociągniętą głowę w górę, ja schylałam na powrót w dół, na piersi. Pociągnięcie było tak wyraźne, nie mocne, nie bolesne, ale nie byłam w stanie go powstrzymać. Powtórzyło się to około 5, może 6 razy. Zorientowałam się, że głowa porusza się w górę jakby poza moją wolą. Poczułam też, że głowa, szyja porusza się jakoś inaczej. Zaczęłam wracać myślami, co mówił prowadzący przed chwilą, jakie słowa poznania i czy mogą mieć związek. I fakt – mówił, że zostaje uzdrowiony kręgosłup szyjny kobiety po wypadku samochodowym, uderzeniu. I chyba tyle. Ja miałam wypadek 5 lat temu, badania nie wykazały żadnych poważnych uszkodzeń. Pomyślałam, że może te słowa były kierowane do mnie, bo jakoś inaczej pracowała moja głowa i kręgosłup – chociaż nie prosiłam, nie zdawałam sobie sprawy, że potrzebuje tego uzdrowienia. W ten sam dzień padły też słowa, że krzywe żebra zostają wyprostowane. Dziękowałam Bogu za uzdrowienie tej osoby, tych żeber – pomyślałam też o swoich żebrach, że mam je krzywe, ale chyba nie aż tak, że potrzebują uzdrowienia i dalej dziękowałam Bogu za uzdrowioną osobę. Następnego dnia w domu zauważyłam niesamowitą poprawę w funkcjonowaniu codziennym, moje ruchy były inne, nie kosztowały mnie tyle wysiłku, zauważyłam, że łatwiej wszystko robię, chodzę wstaję, siadam. Mogłam skłonić się i dotknąć rękoma podłogi, co nie udawało mi się od lat. Nie wiem, przez ile lat przyzwyczaiłam się, do lekkich, ale uciążliwych pobolewań, do ograniczenia ruchowego. Przestałam jakby wiedzieć, że może być inaczej. Zobaczyłam też, że moje żebra „prezentują" minimalną nierówność! W kilka sekund, w wtorek, 7 listopada zmieniło się to. Zniknęły dolegliwości, o których uzdrowienie nawet nie prosiłam, czułam się dotąd, że nie zasługuję na taki cud. Wiem, że zmienia on teraz też moje życie, bo inaczej już być nie może. Jak się dozna takiego cudu, to nie da się przyzwyczaić i żyć dalej, czuje się, że Pan powołuje, że ma zamiar wobec mnie.
W styczniu przy badaniu lekarskim, poprosiłam fizjoterapeutę o ocenę mojej skoliozy, którą miałam od dzieciństwa – okazało się, że jest minimalna, a jeszcze jakiś czas temu słyszałam, że się pogłębia i będzie mi dawała na starość różnorakie dolegliwości. Teraz nie ma już takiej diagnozy.
Chcę dodać ważną rzecz – Pan nie ma względu na osoby, przychodzi jak lekarz do każdego, kto potrzebuje go szczególnie, do grzesznika największego. Ja od wielu lat jestem w związku niesakramentalnym, często stałam w kościele ze spuszczoną głową. Pan przyszedł do mnie z tym cudem, On wiedział lepiej co w moim ciele wymaga uleczenia teraz i już, przyszedł do mnie POMIMO. Wierzę teraz, że ma jakiś zamiar wobec mnie. Jeżeli Pan przyszedł z uzdrowieniem do mnie POMIMO mojej sytuacji, to zobaczcie wszyscy, którzy możecie bez przeszkód korzystać z sakramentów świętych, jak wielkich łask, uzdrowień duszy i ciała możecie doznać.
Chwała Panu za czas Seminarium Odnowy Wiary. Chwała Panu, za to, że znów mnie przywołuje. 


Bardzo poruszające świadectwo dała młoda mężatka, która mając maleńką córeczkę, nie mogła uczestniczyć w seminarium. Nabyła jednak notatniki seminaryjne, z mężem co tydzień też słuchali konferencji przez Internet, i sumiennie czytali wszystkie przeznaczone na każdy dzień fragmenty Biblii, wypełniając notatniki.
Oto jej świadectwo:

Tata pił od kiedy pamiętam . Raczej więcej niż mniej. Pijackie awantury, ciągła huśtawka nastrojów, brak poczucia bezpieczeństwa i drzwi ciupane tasakiem w amoku pijackim – to była nasza codzienność. Pamiętam że w dzieciństwie wypracowałam sobie bezpieczną iluzję. Na pytanie : Czy tata pije ? Odpowiadałam koleżankom, że tylko przy jakichś okazjach. Tyle, że te okazje bywały codziennie np. aby uczcić wyjście z pracy.
Właściwie nietrudno sobie wyobrazić, że uczuciem, które żywiłam wobec taty była ogromna niechęć, delikatnie mówiąc. Niechęć narastająca przez lata w moim sercu. Napędzająca nasze coraz bardziej wrogie relacje, niszcząca moje serce od środka i rzucająca cień na duszę.
Kiedy wyszłam za maż do wrogich relacji, jakie miałam z moim tatą, zaczęły dołączać się te z teściami. Nie z powodu alkoholu, ale ze względu na brak dobrej woli, czy trudność porozumienia się, ciągle wybuchały konflikty. Grono osób wywołujących we mnie skrajną złość i wręcz nienawiść ( używam tego słowa z ciężkim sercem, ale niestety z perspektywy czasu wydaje się ono najbardziej obiektywne) powiększyło się do trzech. Serce niszczyło się więc potrójnie, a cień na duszy niebezpiecznie rósł. Wiedziałam, że trawi mnie coś złego. Sposobem zaradczym była spowiedź. Zawsze po niej było lepiej, ale kiedy tylko dopadał mnie jakiś grzech, sytuacja znacznie się pogarszała. Dbałam więc bardzo o spowiedź, żeby nie zatonąć w tym paskudnym cieniu.
Chcę was ostrzec, bo może ktoś z was znajduje się w podobnej sytuacji. Może ktoś od dzieciństwa „dzięki" osobie najbliższej przeżywa jakiś koszmar, mniejszy lub większy.
Jest taka pokusa, żeby dać się ponieść fali nienawiści, chęci odwetu i poczucia krzywdy. Nie idźcie w tą stronę, bo przewodnikiem w tej drodze nie jest Pan Bóg. Poskarżcie się Ojcu naszemu w niebie, powiedzcie Mu o swoich krzywdach, nie zamykajcie ich w obolałych sercach, ale oddawajcie je Najlepszemu Tatusiowi i proście Go o oczyszczenie.
Pomoc dla mnie przyszła niespodziewanie podczas przeżywania seminarium, pojawiło się przeświadczenie o skuteczności modlitwy, które wlał w moje serce Duch Święty przez słowa Witka Wilka. Uczył nas prosić Boga o skuteczne błogosławieństwo, narzucać Mu się ze swoją sprawą, z wiara oddawać swoje troski. Zrobiłam to, a Pan mnie wysłuchał. Wydobył mnie z dołu zagłady, z kałuży błota, a moje stopy postawił na skale i umocnił moje kroki.
 Z grzechem nienawiści trzeba uważać. Uzdrowiony może znów zapaść na swoja chorobę, jeśli oddali się od źródła łaski. Ta pokusa ciągle istnieje, dobrze to mieć na uwadze.
Dziękuję Ci, Witku. Oczekiwałam z zapartym tchem na Twoją następną konferencję, ale teraz widzę, że było to oczekiwanie na słowa Ducha Świętego skierowane właśnie do mnie.